Beskid Niski. Stare lasy, rzadko uczęszczane ścieżki i puste szlaki pokryte są kurzem. To właśnie tutaj całkowicie można oderwać się od cywilizacji, zrobić sobie informacyjny detoks, wrócić do tego, co pierwotne, naturalne. Spowolnić czas. Jeżeli chcesz tego doświadczyć w pełni, pamiętaj o jednym: nim wkroczysz w tę magiczną krainę, wyłącz telefon.

Nowica – wieś malowniczo położona u stóp Magury Małastowskiej. Pod koniec XIX wieku mogłaby z powodzeniem być ilustracją do powiedzenia o piszczącej w kącie biedzie – należała wtedy do jednych z najuboższych miejscowości na terenie i tak biednej już Łemkowszczyzny, o czym dobitnie świadczył fakt, że miejscowa szkoła od innych chałup różniła się tylko tym, że nie była kurna (w kurnych chatach palenisko znajdowało się najczęściej w środkowej części chaty a dym uchodził poprzez otwór w centralnym, najwyższym punkcie dachu). Nauczyciel, który wioskowe dzieci uczyć miał podstaw czytania i pisania, sam nie miał należytego wykształcenia, a do niewielkiej pensji dorabiał wyrobem drewnianych łyżek, z których Nowica słynie do dziś.

Pod strzechą jednej z tutejszych chyż, w 1909 roku, przyszedł na świat Bohdan Ihor Antonycz, poeta i prozaik, który choć zmarł młodo, pozostawił po sobie ciekawy dorobek artystyczny. W jego wierszach, które pisać zaczął jeszcze jako dziecko, odnaleźć można namacalną harmonię, jedność człowieka, przyrody i kosmosu, których dzisiaj, w XXI w., tak bardzo nam czasem brakuje.

„Księga Lwa”, wybór poezji Antonycza w polskim przekładzie, to nie tylko zbiór szczerej, spontanicznej liryki, czerpiącej inspirację z malowniczego pejzażu łemkowskiej wsi i dzikiego, górskiego krajobrazu, ale też świetne studium życia ludzi, którzy niegdyś licznie zamieszkiwali tereny Beskidu Niskiego. Między wierszami snuje się ich codzienność, obyczajowość, religijność i tajemne praktyki skąpane w intensywnym zapachu ziół.

Poezja Antonycza wyrasta wprost z gleby Łemkowszczyzny – i może dlatego dobrze sprawdza się w roli literackiego przewodnika po jej ziemiach.

Nowica

Swoją wędrówkę zaczynamy właśnie tutaj, w Nowicy, i kierujemy się na północny-zachód, podążając asfaltową ulicą przecinającą wieś. Uwagę zwracają liczne, zagubione wśród łąkowych traw, krzyże i kapliczki, będące dowodem niegdysiejszej świetności kamieniarzy, którzy z wielkiego głazu misterną pracą potrafili wydobyć subtelne rysy twarzy, emocje, rozpoznawalne, charakterystyczne elementy, które odróżniały ich prace od prac innych.

Wiosna podobna karuzeli,
na karuzeli białe konie.
Górska wieś w sadach – w krąg morele
i księżyc jak tulipan płonie.

Oto na stole jesionowym
słowiański dzban ze słońcem stoi.
Tylko przed ziemią pochyl głowę,
jak sen stubarwną ziemię twoją.

/Bohdan Ihor Antonycz, „Zielona ewangelia”/

Większość wsi łemkowskich wybudowana została w typie tzw. „łańcuchówki”, w której to domostwa ustawione zostały frontem wzdłuż głównej drogi, prowadzącej doliną potoku (w tym przypadku doliną Przysłupianki). W Nowicy spotkać można jeszcze typowe łemkowskie chaty, chyże, których charakterystycznym elementem są izby mieszkalne (zazwyczaj dwie) sąsiadujące pod jednym dachem z sienią, będącej odpowiednikiem dzisiejszego korytarza, boiskiem, gdzie odbywała się młócka i gdzie trzymano narzędzia rolnicze oraz stajnią – pomieszczeniem dla wszystkich zwierząt. Ich bliskość, ze współczesnej perspektywy uciążliwa, niegdyś musiała sprzyjać harmonii, w jakiej człowiek żył z naturą. Chaty budowano z drewna, które było najtańszym surowcem. Niestety, do dzisiejszych czasów większość z chyż zdążyła zniszczeć i się rozsypać. Ciekawostką jest niebieska farba, którą malowano belki. Chronić miała przed robactwem, bo kolor niebieski kojarzy się owadom z wodą, więc je odstrasza. A przynajmniej tak twierdzą najstarsi mieszkańcy wsi w różnych zakątkach Polski.

Tu krowy modlą się do słońca
co płomienistym wschodzi makiem.
Topola wrasta smuklejąca.
jak gdyby zostać miała ptakiem.

Od wozu księżyc wyprzęgają.
Szeroka zgrzebna płachta nieba.
Dal rozpostarta na rozstajach
i w siwym dymie lasu grzebień.

Z gór jaworowe liście płyną.
Kądzielk i kogut, i kołyska.
Dzień się przelewa do doliny
jak mleko do glinianej miski.

/Bohdan Ihor Antonycz, „Na trakcie”/

W zachodniej części wioski, tuż za potokiem, stoi drewniana cerkiew greckokatolicka pod wezwaniem św. Paraskewy z 1843 roku. W okresie powojennym budynek służył wiernym obrządku wschodniego już od 1954 roku, mimo trudności stwarzanych przez władzę, która po akcji „Wisła” próbowała zacierać ślady żyjących tu niegdyś, a wygnanych w 1947 roku, mieszkańców. Początkowo tylko kilka razy w roku dojeżdżał do Nowicy duchowny z Nowego Dworu Gdańskiego (tak, to miasto położone na drugim końcu naszego kraju, w województwie pomorskim). Obecnie msze święte odprawiane są co drugą niedzielę, na zmianę z Przysłupem, przysiółkiem Nowicy zlokalizowanym w jej wschodniej części. Obok cerkwi znajduje się drewniana kostnica, będąca ciekawym zabytkiem ze względu na fakt bycia jednym z niewielu tego typu budynków na Łemkowszczyźnie. Obrzędy związane z pochówkami zmarłych są szczególnie ciekawe na wsiach, gdzie po dzień dzisiejszy zachowały się liczne przesądy związane z przechodzeniem ze strefy życia do strefy śmierci.

Ucichło. Nawet listka nie trąci ptak dziki.
Próchno łyska z ciemności niby oko moru,
przewierca chłodnym światłem mroczne mateczniki
jak oko, co dno życia lustruje z uporem. (…)

/Bohdan Ihor Antonycz, „Płacz tarnin”/

Powoli opuszczamy Nowicę i dalej podążamy bitą drogą, która wiele razy przecina Przysłupiankę. Kiedy stan wody jest niski, z powodzeniem można iść korytem potoku, który w pewnym momencie wyprowadzi nas znowu na prostą drogę. W okresach, kiedy poziom wody jest wyższy, przejście korytem potoku może być niemożliwe.

(…) Reczułka – żmija z dnem, co dźwięczy,
biczują wiatry ziemi klosz,
a dzień w urwisku skrywa księżyc
niby w kieszeni stary grosz. (…)

/Bohdan Ihor Antonycz, „Na trakcie”/

Leszczyny

Wychodzimy niedaleko wsi Leszczyny. Cerkiew im. św. Łukasza Ewangelisty z 1853 roku, obok której położony jest cmentarz, mimo tego, być może nie należy do najpiękniejszych, łemkowskich budowli sakralnych, jest jednak jedną z tych, którym towarzyszy najciekawszy klimat. Ukryta za drzewami drewniana budowla doskonale komponuje się z krajobrazem, niemal wtapiając w otoczenie. Według ludowej tradycji wieś założył pastuch z Bielanki, któremu spodobały się rosnące w tym miejscu leszczynowe zagajniki. Obecnie mieszkają tu powojenni polscy osadnicy oraz część łemkowskich autochtonów, którzy powrócili po 1956 roku.

Naucz się tutaj leśnej mowy
z księgi dla sarniąt i dla lisów.
Księżyc podąża do dąbrowy,
żeby na pniach elegie pisać.

Strumyki płoszą srebro ciszy,
kąpie się trawa w rosie czystej.
Niech w księdze lasu uroczystej
najprostsze słowa noc napisze.

/Bohdan Ihor Antonycz, „Las”/

Kunkowa

Leszczyny obecnie pod względem administracyjnym są częścią Kunkowej, kolejnej wsi, którą spotkamy po drodze. W jej centrum znajduje się drewniana cerkiew pod wezwaniem św. Łukasza Apostoła, prawdopodobnie pochodząca z 1868 roku, pierwotnie greckokatolicka, obecnie będąca filią parafii prawosławnej z Bielanki. Kryte blachą chełmy pięknie prezentują się zwłaszcza w promieniach zachodzącego Słońca. Zmierzając drogą do cerkwi zobaczyć można obelisk z datą „1391”, według ludowej tradycji będącej datą założenia Kunkowej. W 1947 roku łemkowscy mieszkańcy Kunkowej zostali wysiedleni na Ziemie Zachodnie w ramach akcji „Wisła” – ich miejsce zajęli polscy osadnicy. Po 1956 roku nastąpił zbiorowy powrót dawnych mieszkańców – jeden z niewielu takich przypadków na Łemkowszczyźnie. Kunkowa jest kolejną wsią silnie związaną z wyrobem drewnianych narzędzi. W okresie powojennym wytwarzano tutaj m.in. wieszaki na ubrania i spinacze do bielizny.

Oderne

Przechodzimy przez Las Kunkowski i skręcamy do wsi Oderne, które powstało prawdopodobnie w II połowie XIX wieku, jako osada przy hucie szkła, do której sprowadzano polskich fachowców. Wytwarzano tutaj m.in. szkło szybowe, montowane w oknach domostw, i artykuły szklane codziennego użytku. We wsi znajduje się ciekawa drewniana kaplica rzymskokatolicka, wybudowana w 1898 roku z inicjatywy Magdaleny Miłkowskiej, ówczesnej właścicielki majątków w Uściu Gorlickim i Odernem. W Odernem wchodzimy na żółty szlak i przez Wierch, będący świetnym punktem widokowym na okoliczne wzgórza, udajemy się do Nowicy, gdzie zataczając koło trafiamy do punktu wyjścia. Podążając asfaltową drogą prowadzącą w dół, lądujemy prosto pod jedynym sklepem we wsi, pod którym, w cieniu drzew, wypić można zimne piwo. Tu Szlak Literatury im. Bohdana Ihora Antonycza się kończy.

Nocą nie pali wioska świateł –
nie chce księżyca snów wykradać,
co żółtym bezimiennym kwiatem
wyrósł, deszczami zmyty, w sadach.

Wody zgęstniałe z grobel zbiegły,
gdzie horyzontów lot się sczepił,
gdzie na barłogach burych legły
zwierzęta, ludzie i komety.

Ziemio sieroca, dżdżem schłostana
pod ołowianym dachem nieba!
Ta pieśń w mym sercu – niczym kamień,
ale nie można jej zaśpiewać.

/Bohdan Ihor Antonycz, „Zapomniana ziemia”/

W górach, gdzie bliżej słońca, spojrzałem na nieba pustkowie
i nagle coś dziwnego zbudziło się we mnie od tej przestrzeni,
i głowa się podniosła, i słowa podeszły do ust zieleni.
Teraz gdziekolwiek bym był i był kiedykolwiek,
zawszem – pijany dzieciak ze słońcem w kieszeni.

A kiedy z gór zeszedłem do gwaru miast niezdrowych,
w niepowodzeniach, w biedzie nie kląłem doli anim jej nie ganił,
patrzyłem się spokojnie na fal złowrogich huragany.
Moje pieśni – nad rzeką czasu most kalinowy,
jam zakochany w życiu poganin.

/Bohdan Ihor Antonycz, „Autobiografia”/

Ekipa_2

Udział wzięli: Justyna Sekuła, Łukasz Libront, Martyna Pachucka

Opracowano na podstawie: „Beskid Niski. Przewodnik dla prawdziwego turysty”, Oficyna Wydawnicza Rewasz, 2012